Archiwa tagu: autoironia

Autodestrukcja

Mam wrażenie, że jestem szczęśliwym człowiekiem albowiem od dawna nie znalazłem żadnej rzeczy, na którą mógłbym narzekać. OK, OK, tak wiem, farsa z wyborami, koleś w koszuli obrażającej feministki, wysokie podatki, ustawiczny horror w służbie zdrowia i chroniczny w sejmie, permanentny w Unii Europejskiej i trwały na świecie. Ale – na te tematy wylano, wylewa się i wylewać będzie oceany grafomanii więc nie widzę powodu coby dokładać swoje trzy grosze. Dzisiaj. Zamiast tego wolę się skupić na czymś bardziej namacalnym. Hmm… o! Ten koleś w lustrze wygląda jak niezła niedorajda, w dodatku roi mu się kariera blogera. Haha ciekawe co tam pisze.

Nie posiadam telewizora. Nie widziałem nigdy potrzeby zaopatrzenia się w takowy sprzęt…
Mówisz, jakbyś miał za co go kupić i miejsce gdzie go wstawić. Swoją drogą to zaleciało hipsterstwem.

Rzecz jasna, funkcjonalność mojej kuchni stała się jeszcze lepszym pretekstem do podniesienia problemu mojej żony, czy raczej jej braku. Czyli na moje – brakiem problemu, ale o tym może innym razem.
Nie masz żony bo cię żadna nie chciała, a te co miały słabe oczy i stwierdzone zaburzenia psychiczne sam rzuciłeś, emocjonalny niedojebie.

Małe podsumowanie – ludzie śmieją się z gówna. Dosłownie. Pal licho mityczne społeczeństwo, które uważane jest za bandę idiotów – przez społeczeństwo właśnie. (…) roję sobie, że istnieje pewna różnica pomiędzy absurdalnym z definicji, ciężkim humorem a boleśnie dosłownym w treści i formie gównem na scenie.
Mhm, klocek na scenie gorszy od wirtualnego? Argumentacja naciągana jak szwy na spodniach grubasa.

To jak z noszeniem prezerwatywy w portfelu – masz nadzieję ale w końcu stwierdzasz, że nie ma co się oszukiwać.
Przyznam, że ujął mnie własny realizm.

Na co ludzie lubią patrzeć najbardziej? Ano na ludzi głupszych od siebie i rzeczy, których sami by nie zrobili w prawdziwym życiu bo są zbyt durne, poniżej ich poziomu.
Napisał, po czym zabrał się za czytanie nominacji do nagród Darwina i oglądania kolejnego fail compilation.

A tak na marginesie – wie ktoś, gdzie w Katowicach można dostać chmeli suneli?
Spróbuj w internecie, geniuszu? Zresztą, po co ci przyprawy, i tak nie gotujesz nic bardziej skomplikowanego od parówek.

Mogłeś za smarkacza dostawać codziennie wciory od większych kolegów w podstawówce, nienawidząc jej przez to wtedy, ale po latach zawsze będziesz wspominał szkołę jako czas beztroski.
Znasz temat z autopsji, co, kujonie?

Ciągnąc się niemiłosiernie za jakimś Porshe, czując w ustach niemal fizycznie ironię ulatniającą się z rury wydechowej sportowego samochodu toczącego się metr po metrze przez miasto.
To nie ironia tylko siarczany. Ale widocznie głodnemu chleb na myśli. Tęskni ci się do dobrych, tanich, licealnych win?

(…)lenistwo. Czy raczej prokrastynacja w przypadku tego wpisu konkretnie. Wszyscy znamy, wszyscy stosujemy, wszyscy lubimy na swój perwersyjny sposób.
Myślę, że nikt się w nim nie lubuje tak jak ty.

Niemożliwe? Pewnie nie ale to mój blog i mogę wygadywać dowolne głupoty.
Jeszcze nie zauważyłem nic poza nimi.

A kiedy już dorwiemy dealera ciesząc się jak dziecko z własnej produktywności – zgarniamy cały towar i w nagrodę za własne osiągnięcia leżymy do góry brzuchem przez następne pół roku, upaleni jak świnie własnym tryumfem w walce z tym, co właśnie świętujemy poprzez uskutecznianie tego, z czym walczymy.
Czytam to piąty raz i dalej nie wiem o co chodzi. To mówisz, że ilu dealerów gnije w piwnicy?

Wbrew pozorom jestem trzeźwy, gdyby ktoś pytał.
Ja, mhm.

Wracając jednak do mocno dotąd rozmytego meritum(…)
Oj mocno. Jak czynnik aktywny w “lekach” homeopatycznych.

(…)czy da się termin prokrastynacja używać zamiennie z terminem lenistwo?
…stary, ty to masz problemy. Znajdź sobie coś do roboty.

Oba te czynniki do kupy tylko pogłębiają stan doskonałej nieważkości operatywnej.
Que?

Remedium? Jedno jest najskuteczniejsze, kula w łeb – nigdy więcej wyrzutów sumienia, rachunków za internet a dodatkowo w końcu można się wyspać.
Jesteś zbyt mało ogarnięty żeby załatwić sobie rewolwer i zbyt biedny żeby cię było na niego stać ale mieszkasz na siódmym piętrze więc śmiało, świat stoi przed tobą otworem.

Dla ludzi, którzy uznają takie środki zaradcze za zbyt bezkompromisowe – można pójść na sadystyczną łatwiznę i zmuszać się codziennie do zrobienia czegokolwiek konstruktywnego. Choćby jednej, najmniejszej rzeczy.
Zawiązałem dzisiaj sam sznurówki, liczy się?

Nawet jeśli miało by to być umycie naczyń, zawiązanie sznurówki(…)
Mhm, ok…ambitnie.

(…)byłem już swego czasu odcięty od internetu na parę miesięcy (właściciele mieszkania trochę przekombinowali) więc teoretycznie powinienem być uodporniony na zespół odstawienia.
Taa a teraz nawet do kibla chodzisz z telefonem. Może czas faktycznie pomyśleć o odwyku?

(…)wyobraźcie [sobie] coby było, gdybyśmy oberwali jakąś szczególnie epicką falą wiatru słonecznego, falą elektromagnetyczną z bomby atomowej albo czymkolwiek innym skutecznie niszczącym infrastrukturę teleinformatyczną – rozmiary chaosu i rozlewu krwi przekroczyłby zapewne rozmiary armagedonu wywołanego przez hipotetyczne zejście demonów niebios(…)
A co gorsza – straciłbyś robotę.

W gruncie rzeczy wszyscy jesteśmy debilami korzystającymi cały czas z rzeczy, których funkcjonowanie zupełnie nie ogarniamy.
A ty pierwszy pomiędzy równymi.

[należy] dotować naukowców żeby opracowali rzeczy nie do zepsucia. Takie maksymalnie idiotoodporne.
Coś w sam raz dla ciebie. Nawet zaprogramowanie pralki nie idzie ci zbyt dobrze. Nic dziwnego, że nie znalazłeś roboty jako programista mikrokontrolerów.

Nadejszła wiekopomna chwila (…)
Język polska trudna?

Co mnie śmieszy to właśnie takie słowa jak premierka, psycholożka, socjolożka i im podobne.
Już widzę jak mówisz im to w twarz. Zwłaszcza tym z dużym biustem.

W sumie to dość ciekawa sprawa skoro słowa takie jak dziennikarka, lekarka czy kierowniczka gładko wpisują się w codzienne słownictwo podczas gdy pilotka wywoła jedynie uśmiech bo brzmi to w najlepszym przypadku jak zdrobnienie.
Wszystko co istniało albo zostało wymyślone dopóki nie skończyłeś 15 lat jest normalne, wszystko co zostało wymyślone później jest do przyjęcia o ile nie skończyłeś już 25 – po tych urodzinach wszystko co nowe jest nienaturalne. Masz prawie 30.

Wspomniana premierka jest tu chyba najlepszym przykładem – równie dobrze można byłoby uzbroić Hello Kitty w różowe dildo (i to niezbyt imponujących rozmiarów) a puścić toto w miasto aby zbierało haracz dla mafii. Już widzę powagę w lewym oku restauratorów i przerażenie w prawym.
Ty byś się zesrał ze strachu.

Chciałoby się skomentować tekstem w stylu “jakie czasy takie sufrażystki” ale sobie daruję, zamiast tego może się po ludzku postaram umówić na kawę z jakąś sympatyczną panią psycholog.
No i co, umówiłeś się? Nie, terapia się nie liczy.

Jakiś czas temu zacząłem notować różne przykłady zapierającej dech w piersiach głupoty, jakiej to dopuścili się przedstawiciele naszego gatunku. Nie notowałem zbyt długo, nie wyszukiwałem też specjalnie głupot, po prostu zapisywałem idiotyzmy na jakie natknąłem się w sieci oraz poza nią.
A dopisałeś do listy swoje zabawy z materiałami wybuchowymi domowej roboty, grzebaniem w gniazdku i studia na wydziale prawa?

To tyle co udało mi się zebrać w ciągu paru dni. Bez specjalnego szukania. A wiecie co w tym wszystkim jest przerażające? Ci [bezdennie głupi] ludzie mogą głosować.
Ty też możesz i nikt się nie pluje.

Wiem, że nie zabrzmi to szczególnie popularnie ale czy nie uważacie, że prawa wyborcze należałoby jakoś ograniczyć? Na przykład wprowadzając cenzus inteligencji.
No to już nie będziesz mógł.

Nie twierdzę, że wyniki eksperymentu można bezpośrednio odnieść do ludzi, w końcu ci są zdecydowanie bardziej skomplikowani niż myszy. Przynajmniej większość. Niemniej można odnieść wrażenie, że coś jest na rzeczy idąc przez miasto, patrząc na kolejne plakaty kampanii przeciw zoofilii i obserwując
<nucić głosem Maji Koman>
chłopaków w pomalowanych licach,
z ogolonymi paszkami, rączkami i nóżkami,
popieprzających na zakupy z damskimi torebkami.
</nucić głosem Maji Koman>
zaraz potem dostrzegając babochłopa czy inną lafiryndę, której normalny człowiek nieuzbrojonym kijem by nie tknął – względnie tknąłby tylko raz. Ruchem posuwistym. Kijem obowiązkowo ogumionym. Najlepiej wcześniej kneblując żeby nie gadała o tipsach i owijając twarz flagą ku chwale ojczyzny – oraz czystości poduszki.
Czy ty sugerujesz, że zdarza ci się uprawiać niezobowiązujący seks z nieznajomymi? Jesteś tak brzydki, że nie przeleciałaby cię nawet nabzdryngolona nimfomanka świeżo po wyjściu z odwyku w klasztorze sióstr Klarysek, gdzie najmniejsze parówki podawano obowiązkowo pokrojone a ogórki nie występowały w formie innej niż mizeria. Homofobie. A na marginesie – Maja odmienia się do Mai a nie Maji, baranie. Wytykania ci literówek już oszczędzę… Jakim cudem ty zdałeś maturę?

Tak czy inaczej, kiedy jacyś kolesie przyjdą podpalić twój dom, ładując giwerę podziękuj, że masz komu dać w ryj. Mając motywację do działania nie spiździejesz do reszty.
Dawno nie musiałeś z nikim walczyć, co?

A tak w ogóle – jak zrytą banię trzeba mieć żeby jarać się jechaniem po samym sobie. To jak połączenie skrajnej nienawiści do siebie z narcystycznym śmianiem się z własnych dowcipów. Cóż, przynajmniej teraz możesz przysłużyć się światu – paru psychologów pewnie się może doktoryzować na twoim przypadku.

Inna sprawa, teraz mogę pojechać po dosłownie każdej osobie na tej planecie i nikt nie zarzuci mi, że nie dostrzegam belki we własnym oku.