Archiwa tagu: komizm

Kremówką w Premierkę

Nadejszła wiekopomna chwila, oto niedawno premier Polski została Ewa Kopacz, będąc pierwszą kobietą w kraju piastującą to stanowisko. Względnie, premierką Polski została Ewa Kopacz, będąc pierwszą kobietą w kraju piastującą to stanowisko.

Premierką…

Od pewnego czasu da się zaobserwować wzmożoną aktywność feministek na każdym chyba polu, między innymi językowym. Tworzą więc sobie dziewczyny różne neologizmy mające zrównać płcie w nazewnictwie, pomstując na patriarchalny model języka, który stosuje nieustannie opresję względem lepszej płci poprzez odmawianie żeńskich form niektórych zawodów, sugerując, że kobiety nie powinny ich wykonywać. Jako przeciwwagę wprowadza się więc nowe formy, czasem ocierając się o komizm.

Mniejsza o wszystkie te pyskówki jakie się toczą wokół samego zagadnienia feminizmu szeroko pojętego. Mniejsza nawet o samą motywację tworzenia, często na siłę, żeńskich odmian zawodów (a w używaniu tychże przoduje chyba “Polityka”). Osobiście mam to wszystko gdzieś, jak przystało na wrażliwego społecznie osobnika. Co mnie śmieszy to właśnie takie słowa jak premierka, psycholożka, socjolożka i im podobne. A już do łez rozbawienia doprowadzają mnie ludzie, którzy próbują używać takich neologizmów z pełną powagą.

W sumie to dość ciekawa sprawa skoro słowa takie jak dziennikarka, lekarka czy kierowniczka gładko wpisują się w codzienne słownictwo podczas gdy pilotka wywoła jedynie uśmiech bo brzmi to w najlepszym przypadku jak zdrobnienie. Nie chcę wyjść na zrzędliwego nazistę językowego ale sami przyznacie, że jedne neologizmy jakoś bardziej “brzmią” podczas gdy wprowadzanie innych przypomina próbę użycia kremówki zamiast czopka.

Wspomniana premierka jest tu chyba najlepszym przykładem – równie dobrze można byłoby uzbroić Hello Kitty w różowe dildo (i to niezbyt imponujących rozmiarów) a puścić toto w miasto aby zbierało haracz dla mafii. Już widzę powagę w lewym oku restauratorów i przerażenie w prawym.

No chyba nie.

Chciałoby się skomentować tekstem w stylu “jakie czasy takie sufrażystki” ale sobie daruję, zamiast tego może się po ludzku postaram umówić na kawę z jakąś sympatyczną panią psycholog.