Archiwa tagu: polityka

Wesołego Nowego Roku

Odkąd PiS wygrał wybory, staram się nie zaglądać zbyt często na serwisy informacyjne. Tak dla zachowania zdrowia psychicznego. Czasem lepiej żyć w nieświadomości. Niestety nawet tak indukowany błogostan nie może trwać wiecznie, zawsze człowiek coś zasłyszy, coś przypadkiem przeczyta — nawet jeśli usilnie stara się jedynie oglądać obrazki. A i niestety jest sporo tego. Oczywiście wszystko, co się dzieje — dzieje się w oparach absurdu.

Pierwsza konkluzja. Wiecie, czym się różni PO od PiS?

W sumie to chyba tylko tym, że PO ma za sobą media. Oraz kumpli w Brukseli. Pozostałe różnice to kosmetyka. Choć miejscami kosmetyka dość egzotyczna bez wątpienia. Zwłaszcza w miejscach, gdzie PiS pudruje zmarszczki kosmetykami produkowanymi przez Braci Kapucynów. Ostatecznie PiS nie robi niczego, czego wcześniej nie robiła Platforma, tylko styl nieco inny. Co nie znaczy mniej bezczelny.

Odnośnie mediów właśnie — PiS przystąpiło do czystek w TVP. Każdy przytomny człowiek wiedział już pół roku temu, że polecą głowy. Zwłaszcza pracownicy telewizji wiedzieli, co się będzie dziać — część z nich została zatrudniona w „publicznej” w miejsce reporterów swego czasu wylanych równie bezceremonialnie przez PO. Zwycięzca bierze wszystko — taka już tradycja — ale wszyscy teatralnie załamują ręce.

PiS bez żenady argumentuje zwolnienia względami politycznymi. Jak nie walką z „oficerami politycznymi PO” to z dziećmi komunistycznych klanów bądź „obroną chrześcijańskich wartości”. O tyle to śmieszne, że w samym PiS roi się od byłych aparatczyków PZPR, a jeden z nowych szefów TVP jest rozwodnikiem. Bzykającym na boku asystentkę — zanim został rozwodnikiem.

Żeby było zabawniej, to TVP Kultura została objęta przez pewnego pana z Frondy. Kto nie zna portalu, temu polecam. Jeden z najlepszych serwisów satyrycznych w polskim internecie.

Absurdalne? To popatrzcie jeszcze na to: Unia się burzy i chce nakładać sankcji na Polskę za ręczne sterowanie mediami. O tyle to śmieszne, że Bruksela i Berlin same cenzurują wszystko, co nie przedstawia imigrantów w najlepszym świetle. Na czele z próbą wytłumienia zajść w Kolonii. O krążącym po necie wesołym piśmie zabraniającym poszkodowanym kobietom kontaktowania się z mediami nie wspomnę. Niemieccy policjanci też chlapnęli ostatnio to i owo. Swoją drogą — coś mi się nie uśmiecha mieszanie się Niemców w polskie sprawy wewnętrzne.

Na marginesie — czy ktokolwiek ma złudzenia, że europejscy włodarze tupaliby nogami, gdyby to ich przydupasy z PO robiły teraz czystki zamiast otwarcie buntujący się PiSowcy?

Skoro mowa o śmiesznych rzeczach — niezmiernie bawi mnie również Komitet (pożal się Boże) Obrońców Demokracji. Hmm… ciekawe gdzie KOD był, kiedy PO robiło skok na kasę z funduszów emerytalnych — kasę potrzebną do załatania budżetu na tyle, żeby dług publiczny nie przekroczył drugiego konstytucyjnego progu ostrożnościowego. Pierwszy wcześniej został przez PO bezczelnie uchylony… Nie no, full legal.

No ale wtedy media nie trąbiły o zamachu na demokrację w każdej audycji. Dopiero teraz nonkonformistyczne, krytycznie myślące, samodzielnie analizujące fakty towarzystwo ruszyło. Wszyscy z dziwnie identycznymi transparentami, prowadzeni przez nieznanego wcześniej Petru oraz znanego ze swojej opinii o Polakach Lisa (kto wie, o co chodzi, ten wie; reszta niech maszeruje dalej).

O wprowadzeniu przez PO innych demokratycznych ułatwień życia nie wspomnę. Nie będę więc mówił o cichaczem przepchniętej opłacie zapasowej (kiedy ropa zaczęła za bardzo tanieć), „tymczasowej” podwyżce VAT czy zamrożeniu waloryzacji kwoty wolnej od podatku. Swoją drogą to Tusk wiedział, co robi, okradając ludzi z funduszy. Następny po nim rząd (znaczy obecny) będzie miał nieźle przerąbane, kiedy budżet się posypie i bez zmiany Konstytucji nie uda się już wymigać od bolesnych reform. A te zostaną wymuszone przez samą ustawę zasadniczą, kiedy dług urośnie za bardzo. Donald i spółka będzie mógł wrócić jako zbawca. Well played.

Inna sprawa, że obecny rząd sam sobie kopie głęboki grób, radośnie zwiększając wydatki budżetowe. Szczerze mówiąc, miałem nadzieję, że Kaczyński skupi się na walce z gender, rowerzystami i wegetarianami — dzięki czemu odwali się od gospodarki. Niestety widzę, że nadzieje płonne się okazały, albowiem w swoim socjalizmie PiS godnie i z dokładką zastępuje SLD, świeć Panie nad jej duszą (najlepiej świecą dymną).

500 monet na dziecko. Zdawało się to hasłem na miarę trzech milionów mieszkań. Cóż, po raz pierwszy w życiu przeklinam rząd za realizację obietnic wyborczych. Wprawdzie przekłamanych, bo miało to być początkowo 500 zł na każde dziecko, a potem się okazało, że to na drugie i kolejne. Mały przejaw trzeźwości w szaleństwie. Swoją drogą zawsze mnie zastanawiało, czemu przy okazji różnorakiego becikowego nikt nie wpadnie na pomysł, żeby jakąś kwotę po prostu pozwolić odpisać od podatku, zamiast przepuszczać przez biurokrację. Wszyscy chyba wiemy, jak efektywna jest ta machina do utylizacji kasy. No ale… ograniczenie biurokracji skutkowałoby mniejszą ilością głosów z budżetówki.

Chyba jedyne, co w miarę obecny rząd ogarnia, to nałożenie na zagraniczne firmy podatków od obrotu. Hipermarkety deklarują rentowność na poziomie paru promili, w rzeczywistości cały dochód jest transferowany do macierzystych spółek za granicą. Urząd Skarbowy się do nich nie dobierze, bo wielkie firmy mają armie prawników i finansistów broniących koncerny przed kontrolami, w praktyce więc fiskus nawet nie próbuje się na nie zasadzać. Zamiast tego potrafi dokładnie prześwietlić sprzedawcę pieczarek z bazaru na obrzeżach Kaczych Dołów Mniejszych. To jest przestępca podatkowy na miarę US.

Tak, tak, już słyszę Petru gaworzącego o wzroście cen w marketach. Cóż, coś za coś. Inna sprawa, że podwyżki cen udałoby się uniknąć zmniejszając VAT, jak to niby zapowiadano… no ale przecież takie bajery by tylko sklepikarzom pomogły, prawda? Tak samo nie ma co podnosić kwoty wolnej od podatku. Ot, logika. Cóż, Polakowi zawsze wiatr w oczy, kłody pod nogi i chuj w dupę. Sami sobie zgotowaliśmy ten los.

Macierewicz na czele MON to osobna kwestia. Miesięcznice smoleńskie… poważnie? A jeśli wierzyć „NaTemat” to nowy szef ministerstwa zwolnił jednego z oficerów kontrwywiadu, ponieważ ten pracował w Afganistanie, kiedy Lech się rozbił — ergo, katastrofa winą oficera. Wesoło.

Choć tutaj trzeba oddać facetowi, że akurat próba dostania od Amerykanów broni jądrowej było nie najgorszym posunięciem. W geopolityce jak na bazarze — im wyższą cenę podasz na dzień dobry, tym więcej ugrasz. A akurat broń jest nam potrzebna. …taa już widzę pacyfistyczne olaboga wznoszące się ku niebiosom. Cóż, misie kolorowe — si vis pacem, para bellum. Od czasów rzymskich nic się nie zmieniło, niezależnie co się komu marzy. Byle jeszcze MON nie utrącił tworzenia obrony terytorialnej — choć akurat w taki obrót sprawy wątpię. Uczciwie trzeba Macierewiczowi oddać, że to dzięki niemu mamy GROM, mało więc prawdopodobne coby nowy szef uwalił wzmacnianie wojska. Summa summarum, gdyby Macierewicz nie miał takiej obsesji na punkcie Smoleńska, to mógłby nawet nie być taki zły…

Taka ciekawostka — moim zdaniem dowody na aktywny udział Rosjan w katastrofie nagle znalazłby się, gdyby Polska zaczęła się dogadywać z Kremlem. Póki sami trzymamy się z daleka od Putina, nikt nie musi nas przekonywać do współpracy z USA. Ale jakby tak Warszawa zaczęła serio myśleć o zmianie frontu… oj, to by się nagle tyle powodów znalazła na zaniechanie jakichkolwiek układów… i pewnie nawet z offsetu do F-16 by się Jankesi zaczęli wywiązywać.

Wracając do spraw wewnętrznych — najzabawniejsze wydaje mi się, że najbardziej merytoryczną partią obecnie jest Kukiz i spółka. Myślałem, że skończy się jak z Beppe Grillo, ale widzę, że jednak starają się chłopaki. Jako opozycja są aktywni w Sejmie — daleko bardziej niż kreująca się na lidera świętego oburzenia nowoczesna. Posłowie z tej partii chyba najczęściej też gadają do rzeczy; może dlatego, że nie są politykami?

Ostatnia sprawa to Duda. Szczerze — dla mnie wydaje się w porządku. Przed wyborami uważałem go za królika wyjętego z kapelusza — i poniekąd takowym był, ale nieźle się sprawuje jako prezydent. Dobrze, że facet rozumie wagę dobrych stosunków z Chinami. Poza tym nie kojarzę, żeby zaliczył dotąd jakaś wpadkę dyplomatyczną… i chyba nawet go sobie nie wyobrażam stojącego na krześle w parlamencie. Albo zataczającego się przez jakąś egzotyczną chorobę. Bądź gadającego po polskiemu. Mógłbym zaryzykować stwierdzenie, że szykuje się najlepszy prezydent, jakiego dotąd mieliśmy. Chyba się starzeję, skoro nawet w PiSie potrafię dostrzec jakieś pozytywy.

MAŁA AKTUALIZACJA: chyba trochę za szybko wysforowałem z opinią, że PO od PiS różni się jedynie poparciem mediów. PO, co by o nich nie powiedzieć, nie urządzało konferencyjnych pogadanek o e-podręcznikach wprowadzających gender, okultyzm, wróżbiarstwo i nieposłuszeństwo…

Idiokracja

Jakiś czas temu zacząłem notować różne przykłady zapierającej dech w piersiach głupoty, jakiej to dopuścili się przedstawiciele naszego gatunku. Nie notowałem zbyt długo, nie wyszukiwałem też specjalnie głupot, po prostu zapisywałem idiotyzmy na jakie natknąłem się w sieci oraz poza nią. Tak, dobrze przeczytaliście, poza siecią też czasem można natknąć się na mój wścibski nos. I tak, mnie też to dziwi i napawa pewną dozą niedowierzania, niemniej  fakt ten, jakby się nie wydawał niesamowity, faktem pozostaje.

Wynikiem tego krótkiego eksperymentu była lista kilkunastu bezdennie głupich akcji, których zajścia nie przewidziałby nikt obdarzony inteligencją choćby krztynę przewyższającą puszkę z pasikonikami w curry (tak, takie są w sprzedaży). Moją bezsprzeczną faworytką jest prostytutka mocno zaawansowana wiekiem (jak na prostytutkę), która urodziła dziecko po czym wepchnęła je sobie w odbyt. Nie, nie ściemniam. Inna inteligentna wepchnęła sobie w pochwę ziemniaka jako cudowny środek antykoncepcyjny – w sumie skuteczny, ziemniak jednak narobił nieco zamieszania kiedy puścił pędy. Przypomina mi to historię, którą mi opowiedziała moja ex – faceta z burakiem w tyłku, który trafił na chirurgię w jednym z wrocławskich szpitali. O rewelacjach znajomej położnej nie będę nawet wspominał – zgodnie z popularnym stwierdzeniem – jeżeli jesteś wystarczająco odważna wszystko może być dildo.

Z innej beczki. Jeden eko-fanatyk przykuł się do drzewa, żeby je ratować przed drwalami. Uratował je. W nagrodę został zjedzony przez niedźwiedzia. Inny ziomek zapłacił kilkaset baksów czarodziejowi, żeby ten uczynił go niewidzialnym. Późniejszy napad na bank okazał się, rzecz jasna, klapą. Co w sumie i tak było całkiem nie najgorsze na tle jednego pożal się boże terrorysty, który sam się wysadził w powietrze otwierając paczkę, która wróciła do niego z poczty bo nakleił za mało znaczków. Ponadto dziś zobaczyłem coś, czego istnienia bym nie przypuszczał – pamiętacie wyzwanie kubła lodowatej wody? Jest też wyzwanie wrzącej wody…

O ludziach, którzy zdobyli nieśmiertelność (metaforyczną) poprzez nominację do nagród Darwina nie będę się rozpisywał, kto zna ten wie, dla niewtajemniczonych zdradzę, że laureatem zostaje się za równie spektakularne co idiotyczne zejście. Na przykład poprzez zrobienie sobie amatorskiej liposukcji odkurzaczem(!) albo sprawdzając co się stanie jeżeli skoczy się na minę przeciwczołgową.

To tyle co udało mi się zebrać w ciągu paru dni. Bez specjalnego szukania. A wiecie co w tym wszystkim jest przerażające?

Ci ludzie mogą głosować.

No, przynajmniej ci z nich, którzy nie odpłynęli do krainy wiecznych łowów w mniej lub bardziej efektowny sposób.

Wiem, że nie zabrzmi to szczególnie popularnie ale czy nie uważacie, że prawa wyborcze należałoby jakoś ograniczyć? Na przykład wprowadzając cenzus inteligencji. Tak wiem, dyskusyjna sprawa. Zresztą nie trzeba być szczególnie bystrym żeby być mądrym. Inteligencja to zdolność wyłapywania wzorców, wiedza to zasób posiadanych informacji a mądrość to wypadkowa powyższych.

To może choćby wprowadzić jakieś proste testy z wiedzy na temat elementarnych mechanizmów, na których opiera się działanie państwa. W zasadzie to by było nawet lepsze od testów na inteligencję. Kilkanaście pytań z makroekonomii, prawa i ekonomiki z miejsca odsiałoby od wyborów najbardziej beznadziejne przypadki nie godząc przy tym w podstawy demokracji. Inna sprawa – mój cyniczny realizm podpowiada mi, że być może nawet większość… Ale może by to nie było takie złe?

Lubimy narzekać jakich beznadziejnych mamy polityków tymczasem brutalna prawda jest taka, że każde państwo ma takich polityków na jakich zasługuje jego społeczeństwo – teraz prawo wyborcze ma każdy, kto jakimś cudem nie nabawił się fatalnej marskości wątroby w liceum a skutek jest tego taki, że jedni obiecują mocny social i kolejną iterację Przenajświętszej, drudzy bujają się na tym, że nie są tymi pierwszymi, na boku gaworzą sobie coś pod nosem relikty, które dawno powinny trafić do czerwonego muzeum (a najlepiej gnić w pierdlu), do tego mamy bandę wąsatych Jagien lecących na tego, kto ma akurat więcej szabel a gdzieś w tle chędoży się zgraja, której największym problemem jest określenia własnej orientacji seksualnej.

Już widzę jak bardzo na rękę tej wesołej ferajnie jest dobrze poinformowany, wyedukowany i świadomy mechaniki społecznej i ekonomicznej wyborca. Mniej więc tak jak kapeli disco polo zlot punków. I żeby nie było – moim państwem-bohaterem jest Islandia. Społeczeństwo obywatelskie pełną parą, asertywność wobec banksterów i ludzcy politycy, właśnie z punkowym rodowodem – jak to jeden mądry koleś raz stwierdził, kto nie był buntownikiem za młodu będzie świnią na starość. Byle świnia miała w miarę niepuste koryto i nikt nie starał jej umyć to wieprz, zadowolony własną mizerią, będzie spokojnie chrumkał swoje gorzkie żale i posłusznie truchtał na wybory zagłosować na tego, kto obieca ładniej pomalować chlew.