Desant

Imigranci, azylanci, migranci, uchodźcy. Wszędzie i na okrągło. Otwieram losowy portal – imigranci. Zaglądam na kwejki – imigranci. Przysłuchuję się rozmowie kole… pardon, znajomych z pracy – też imigranci. Boję się otwierać konserw.

Przy takim natężeniu tematu musiałbym być sadystą żeby dołączać się do chóru. Ale jak wszyscy wiecie – jestem sadystą – więc dorzucę swoje trzy grosze.

Pierwsza sprawa – media bardzo lubią używać określenia “uchodźcy”, czasem zamieniając je na “azylanci”. Słyszałem nawet głosy domagające się by zaprzestać nazywania rzeczonych nielegalnymi imigrantami. Bo to stygmatyzuje i poczują się obrażani. W sumie bezpodstawnie – chłopaki i tak nie znają żadnego europejskiego języka więc nie mogą się obrazić skoro nie wiedzą czy ich ktoś wyzywa czy prawi komplementy – tak jak to na granicy austriackiej było kiedy tubylcy wyraźnie przez megafony oznajmiali barwnemu tłumowi, że może iść dalej – niestety nikt tam nie rozumiał języka germańskich żywicieli więc przybysze dalej robili rozróbę wywarzając otwarte drzwi.

Uchodźcy – wszędzie i zawsze – to głównie kobiety i dzieci, trochę starców, a jeśli są wśród nich młodzi mężczyźni to najczęściej są ojcami. Tymczasem to co się wlewa do Europy w żaden sposób do schematu nie pasuje. Jak podaje Eurostat młodzi mężczyźni stanowią 85% migrantów. Wychodzi więc na to, że prawdziwi uchodźcy zostali w Turcji i najbliższej swojej okolicy, gdzie znaleźli schronienie. O ile w ogóle nie zostały porzucone w Syrii, rzecz jasna. Brzydka prawda jest taka, że rozróbę na Węgrzech robią migranci ekonomiczni….

…o ile tak się da nazwać ludzi, którzy chcą po prostu dostawać kasę za to, że są. Tak się składa, że np. w Brytanii ponad połowa muzułmanów jest bez pracy a we Francji całe dzielnice miast są zamienione w getta, w których szaleje bezrobocie. I tutaj mowa o ludziach generalnie znających język kraju, w którym żyją – często już drugie pokolenie. Imigranci przedzierający się przez Bałkany nawet tej kompetencji nie posiadają – za to mają spore oczekiwania względem tego co im się należy. Kanapki w koszu i darowane jedzenia wyrzucane na tory nieźle obrazują wysokość oczekiwań.

Tak tak, już słyszę, że to propaganda prawaków, faszystów i temu podobne. I tak – na pewno ekstrapolowanie opinii na całą falę jest niesprawiedliwe. Ale jest mały szkopuł – akurat te nieładne obrazy nie mogą zostać posądzone o fałsz – debatować można jedynie nad rozmiarem zjawiska. Po drugiej stronie media pokazują natomiast biedne kobiety i dzieci z zapłakanymi oczami. Oraz mężczyzn, z którymi dziwnym trafem akurat da się dogadać. Jak już wspomniałem – 85% imigrantów to faceci w wieku poborowym – co za tym idzie reportaż pokazujący o wiele bardziej wyrównane proporcje może budzić pewną dozę nieufności… a jak jeszcze reporterka swobodnie rozmawia po angielsku z imigrantami to już zupełnie można się utwierdzić w przekonaniu, że ktoś tu kogoś robi w bambuko. I bynajmniej nie amatorzy wrzucający do sieci filmy typu “właśnie przechodziłem koło głośnej wycieczki i nie było to przyjemne”.

Znamienne, że nawet ludzie, których ciężko byłoby posądzić o nietolerancję nabierają nagle sporej rezerwy (delikatnie ujmując) do migrantów po bezpośrednim spotkaniu z owymi. Tekst tęczowego turysty opisującego przygody na granicy austriackiej znają chyba wszyscy więc nawet nie będę cytował. W wielkim skrócie: chłopak myślał, że migranci to biedni ludzie warci empatii a wyszło, że zjawisko ociera się raczej o zoologię niż kwestie humanitarne. Przy okazji – z imigrantami jest chyba trochę jak z Rosją – Matuszka jest tym fajniejsza im dalej od ankietowanego leży. Stąd też łatwo manipulować ludźmi o dobrym sercu, którzy zwyczajnie nie wierzą, że całe masy ludzi mogą być tak zbydlęcone. Wychowani w ciepłym, dostatnim, bezpiecznym otoczeniu hodują w sobie przeświadczenia, że ludzie wszędzie są dobrzy i mili. A potem mamy takie kwiatki jak lewicowe działaczki pomagające jak mogą a w nagrodę będące potem brutalnie gwałcone i mordowane. Dogmatyzm widać nie jest domeną tylko religii.

Jeszcze wracając do dzieci na pierwszym planie. Dziś się przewinęło przez net zdjęcie hien dziennikarskich układających ciało na plaży tak żeby kadr wyglądał bardziej dramatycznie. I to chyba jest najlepsze streszczenie działalności mediów – żerowanie na jednostkowych tragediach i przedstawianie ich jako losu tysięcy. Czysta definicja propagandy.

Mały nie żyje – fakt. Tylko dlaczego i z czyjej winy? Zapewne niedostateczna pomoc okazywana imigrantom zapewne jest główną przyczyną. Cóż… śmiem zaprzeczyć takiej tezie. Dlaczego rodzice emigrowali? Bo wojna, wiem. Jaka wojna? Domowa. A dlaczego nie zostali w bezpiecznym miejscu (tj. w Turcji) tylko pchali się do Europy przez morze? Bo ktoś im wmówił, że tutaj będzie raj na ziemi – tak samo jak wszystkim imigrantom, zdaje się. Wg mnie wina rozkłada się na rodziców (czy raczej ojca bo islamskie kobiety wiele do gadania nie mają) oraz na propagandę, która przedstawia Niemcy jako kraj mlekiem i miodem płynący. Kraj, do którego trzeba płynąć bez względu na wszystko.

Najgorsze jest to, że takich dzieci będzie więcej skoro Europa praktycznie bez przeszkód przyjmuje imigrantów. Będzie ich tylko coraz więcej. Stąd też beznadzieja pomysłu lokowania przybyszów po wszystkich krajach Europy. Pomijając kwestię zamachu na suwerenność to taka akcja jest niczym innym jak gaszenia ognia benzyną. A przypominam, że idzie zima – coś, czego w Syrii nie znają. To dopiero będzie katastrofa humanitarna. Mogę tylko pogratulować wyobraźni wszystkim wspierającym ten marsz.

Co do samej kwestii przyjmowania przez Polskę “uchodźców”, którzy i tak zwieją przy pierwszej okazji do Niemiec – sam fakt, że ⅔ Polaków jest przeciwnych akcji powinien uciąć zakusy polityków. Jeżeli ktoś chce pomagać imigrantom to droga wolna – niech im pomagają. Na własną rękę. Nikt nikomu nie broni się zorganizować i zrobić zbiórkę, zaprosić ludzi do ośrodków opłaconych przez wolontariuszy czy nawet pod własny dach – rzecz jasna utrzymywać ich później ze swoich pieniędzy. Od moich podatków niech się wszyscy odwalą, dość ich już jest marnotrawionych przez post-peerelowski aparat państwowy. Jestem bez serca? Być może, ale obawiam się, że mam zbyt dużo racjonalnych podstaw do takiego nastawiania. Całkowicie pomijam sam fakt, że zwyczajnie nie mam obowiązku się nikomu spowiadać dlaczego nie chcę zgrywać bohatera we własnym domu.

Zwolennicy przyjmowania imigrantów podnoszą kilka kwestii. Pierwszą jest odpowiedzialność i solidarność europejska. Solidarność z miejsca można wyśmiać przytaczając choćby jak bardzo solidarna z nami była Bruksela w kwestii rosyjskich sankcji. “Solidarność” to w ogóle fajny wytrych kiedy trzeba wyrzucić tyle gówna od siebie ile tylko się da. Kiedy owa solidarność nakazywałaby rozrzuć trochę czyjegoś nawozu we własnym ogródku to nagle okazuje się, że każdy sobie rzepkę skrobie.

Odpowiedzialność Polski też jest wyssana z palca. Przypominam, że fala migrantów pochodzi z syryjskiej wojny domowej, w której Polska nie maczała palców – oraz ze zdestabilizowanej Libii, w kierunku której też palcem nie kiwnęliśmy. Kadafi zresztą ostrzegał, że w razie upadku jego reżimu taka inwazja będzie miała miejsce. No ale – Sarkozy za dużo kasy mu wisiał żeby ot tak po prostu oddać skoro mógł się pozbyć wierzyciela. Wystarczyło poopowiadać trochę o wspieraniu Libijczyków walczących do ostatniej kropli krwi za miłość, wolność i pokój – i bach – mamy trupa w kanale. Cały nieludzki reżim w pizdu i dług też w pizdu. Z burdelem niech sobie radzą ci śmieszni, biedni ludzie.

Dobrzy ludzie podnoszą też często, że winniśmy się odwdzięczyć za pomocą, jaką Iran okazał polskim uchodźcom podczas drugiej wojny światowej (uchodźcom prawdziwym – jeden mężczyzna na trzy kobiety i dzieci) a wszystkich, którzy kręcą nosem nazywają ignorantami. Otóż na ignorantów wychodzą właśnie tacy zbawcy świata. Raz, że wśród migrantów zwyczajnie nie ma Persów, dwa, że Iran nie pomógł z własnej woli – był wtedy brytyjskim protektoratem a Polacy znaleźli się tam na mocy umowy polsko-angielsko-rosyjskiej. Za pomoc zapłacił zresztą polski rząd. Dziękuję za uwagę, tyle w tej kwestii, zamykam wątek.

Oczywiście naczelnym argumentem jest to, że możemy się odwracać plecami od ludzkiej tragedii. Otóż możemy bo to nie tragedia tylko emigracja ekonomiczna – i nic innego. Tragedie są generowane dopiero po drodze – a jeszcze większe będą się działy w przyszłości. W najbliższej – kiedy zrobi się zimno. Znacznie większe będą miały miejsce znacznie później – kiedy migranci już osiądą w upragnionych Niemczech i okaże się, że zamiast obiecywanego koksu, dziwek i dolarów są chuj, dupa i kamieni kupa. Zasiłki nie takie wysokie, pracodawcy nie tacy skorzy do zatrudniania kiszących się we własnym sosie migrantów a z luźmi na miejscu i tak nie idzie się dogadać. Jakby tego było mało to jeszcze wszyscy dookoła obrażają Allaha na każdym kroku – od bezczelnie jedzonych kanapek z szynką, przez parady równości po kobiety ubierające się jak dziwki – do tego, o zgrozo, nie dające na prawo i lewo każdemu chętnemu (co za niesprawiedliwość – a z niesprawiedliwością trzeba walczyć). O pechowcach, którzy jednak trafią do Polski nawet nie wspomnę; nie dość, że zasiłku nawet na waciki nie starczy (o znalezieniu pracy nie wspomnę, nawet miejscowi nie mają) to jeszcze można dostać w ryj za krzywe spojrzenie się. Nawet Wyborcza nic nie pomoże opisując brutalne pobicie biednego uchodźcy przez polskich faszystowskich nazistów (Michnik przy tym przezornie wyłączy możliwość dodawania komentarzy pod artykułem).

Koniec końców dobre chęci osiedlą w Europie pokaźną grupę wykluczonych ludzi bez perspektyw, nie mających nic poza poczuciem krzywdy i własną religią. Świetna pożywka dla salafitów. Jakby mało było, że pośród migrantów przemyca się w ogólnych chaosie bojowników ISIS. W takim mikroklimacie Charlie Hedbo zyska miano imprezy cyklicznej. I mam nieprzyjemne wrażenie, że o to chodzi tak naprawdę. To, że popieprzeńcy z IS szukają drogi żeby uciąć parę głów w Europie tajemnicą dla nikogo nie jest i nikt o zdrowych zmysłach faktu negować nie będzie.

Destabilizacja Niemiec (i całej Unii za tym) jest na rękę chyba wszystkim. Parę zamachów w sercu Europy da Amerykanom zdecydowanych sojuszników chcących ukręcić łby ISIS, która to póki co dzielnie robi podkład pod przyszłą interwencję wyzwalającą region od zła, nienawiści i nadmiaru ropy. Rewelacje austriackiego wywiadu, który donosi o finansowanie migracji częściowo przez USA potwierdzałoby hipotezę. Turcji (wspierającej ISIS) afera też się opłaca – w końcu może się pozbyć uchodźców ze swojego terenu, dodatkowo kurz spod butów migrantów skutecznie odwraca uwagę od tureckich nalotów na Kurdów; ewentualny skok Erdoğana na stanowisko dożywotniego sułtana Turcji też przejdzie raczej bez większej uwagi z Zachodu kiedy ten będzie zajęty bajzlem na własnym podwórku. Saudyjczycy nie przyjęli ani jednego uchodźcy (jak wszystkie inne bogate państwa Bliskiego Wschodu) za to zadeklarowali się, że chętnie zafundują budowę dwustu meczetów w Europie żeby biedacy nie czuli się obco. Mokre sny Saudów o podboju też nie są chyba dla nikogo tajemnicą – im więcej muzułmanów w Europie tym weselsi szejkowie. A jeśli traktować poważnie pewną analizę wierzeń islamistów to i sami porąbańcy od wielkiego pedofila bardzo chętnie by widzieli zachodnie wojska na swojej ziemi. Ponoć wg jakiejś przepowiedni tak się ma dopełnić walka o opanowanie świata przez Islam czy coś w ten deseń. Aha, no i oczywiście stara dobra Matuszka Rosija rada będzie widzieć pooraną Europę. W skrócie – układ win-win dla wszystkich. No, poza nami.

Jest takie chińskie powiedzenie… czy klątwa raczej – “obyś żył w ciekawych czasach”. Chyba pora zapisać się na strzelnicę w końcu bo coś mi się widzi, że owe ciekawe czasu pukają do drzwi rękami nachodźców.

One thought on “Desant”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *