Postanowienia Noworoczne

Gdyby spokój ducha był karalny powinienem od dawana gnić w pierdlu. Niemniej czasem nawet mnie coś ruszy i wtedy pojawia się wpis na blogu. Biorąc pod uwagę częstotliwość z jaką się denerwuję nie wróżę sobie kariery płodnego blogera niestety. Albo na szczęście dla biednych dusz, które nuda zagnała w ten złowrogi skrawek internetu, który okupuję – jest dla nich jeszcze nadzieja na zdrowie psychiczne.

Wracając jednak do istoty mojego poruszenia – kojarzycie obrazek, który wczoraj zamieściłem na ścianie? Też się z tego śmiałem. Do dzisiaj. Tak się złożyło, że dopiero dziś przeszedłem się na siłownię po świąteczno-noworocznej przerwie – i okazało się, że rysunek genialnego acz nieznanego mi autora wcale nie jest jakoś niesamowicie przesadzony. Zielone tłumy (taki skrót od tłumów zielonych żółtodziobów…) bawiące się w najlepsze sztangielkami, okupujące wszystkie możliwe ławeczki i ludziki biegające dookoła jakby słodzili kawę amfetaminą naprawdę nie sprzyjają koncentracji – ani w ogóle czemukolwiek poza wymienianiem porozumiewawczych spojrzeń z kolesiami, których już znam z widzenia. Siedzisz potem człowieku pośród zgiełku stękań ludzi trzymających sztangę pierwszy raz w dłoniach, sapań wielorybów lądowych idących (!) po bieżni oraz okrzyków bojowych walecznych herkulesów, którym właśnie udało się wstań z przysiadu z niewyobrażalnym obciążeniem siedmiu kilo na barkach… cóż, plus dla nich, że pamiętają o nogach.

Pomijając jednak nawet nieogarnięty tłum na samej siłowni – człowiek może dostać jeszcze ataku serca przy samej kasie, gdzie zamiast zwyczajnego luzu materializuje się tam cała wataha biurw, które postanowiły w końcu ruszyć ponadgabarytowy tyłek na fitness – totalnie korkując przy tym wszelki ruch tak skutecznie, że trzeba odstać jak za srajtaśmą w PRLu żeby w ogóle zwrócić kluczyk do szafki. Żeby było śmieszniej to jeszcze jedna z drugą kręcą nosem na kolejkę pytając bez skrępowania, czy tu zawsze takie tłumy – słowo daję, że ledwo się powstrzymałem żeby nie położyć księgowej dłoni na ramieniu i patrząc jej głęboko w oczy nie powiedzieć “spokojnie, w lutym się wykruszycie”. Coś mi mówi, że raczej nie miałbym się co próbować z nią potem umówić, ale hej! – kto powiedział, że bycie złym człowiekiem nie może być zabawne. Przynajmniej dla jednej osoby.

Na marginesie – coby zdementować wszelkie domysły jakbym dbał o siebie i chodził na siłownie znajdując radość w rzeźbieniu sylwetki Apolla zamiast, jak normalny człowiek, w graniu w Skyrim – pragnę od razu zaznaczyć, że chodzę na siłownie jedynie żeby nie wyglądać jak ostatni cebulak. Wyglądam jak przedostatni więc luz. Nic tak nie pociesza człowieka jak świadomość, że ktoś ssie jeszcze bardziej – od razu robi się człowiekowi błogo na sercu ze świadomością, że z kogoś śmieją się jeszcze bardziej. W zasadzie to mógłbym to jakoś ładniej ubrać w słowa i zbudować wokół tej filozofii prężny ruch ukojenia dusz. Przy teoretycznej efektywności doktryny określanej liczbą n-1, gdzie n to aktualna liczba mieszkańców świata, zostałbym obrzydliwie bogatym guru. Mógłbym wtedy nawet rzucić siłownię i z czystym sumieniem zająć się polowaniem na smoki.

Hordy ludzi na siłowni to jednak jedynie część szerszego problemu. Tak, właśnie – postanowienia noworoczne są problemem. Czy raczej słomiany zapał, jeśli mamy iść do sedna. 80-90% ludzi, który w ogóle zaczną realizować swoje postanowienia z serii “od nowego roku”, “od nowego miesiąca”, “od nowego tygodnia” czy sakramentalnego “od jutra”, traci wolę walki po paru dniach/tygodniach. O ile “od jutra” to osobny temat, poruszany już zresztą, to “od nowego roku” pokazuje słabość większość ludzi.
“Od nowego roku przestanę palić.”
“Od nowego roku będę chodzić na siłownię.”
“Od nowego roku będę miły.”
“Od nowego roku nie będę się lenić.”
“Od nowego roku będę się uczyć”.
“Od nowego roku nie będę pić… i nie, dziękuję, nie jestem głodny”. (tak, tak, kłamliwi studenci, to do was).
I tak dalej. I tym podobne. Et cetera.
Zobligowany obecnym miejscem zamieszkania skomentuję następująco: ja, mhm.

Wszyscy chyba robiliśmy jakieś postanowienia noworoczne. Niektórzy może nawet zaczęli je realizować. Szczerze – jak długa wam zajęło zanim daliście sobie spokój?

Początek nowego cyklu (obojętnie jakiego) daje nadzieję, że teraz będzie lepiej – albo przynajmniej inaczej. Guzik prawda. Będzie tak samo bo jednostki odmierzania czasu to sprawa umowna, sednem jest to, że sami jesteśmy wciąż tacy sami.

A z drugiej strony – zaczął ktoś kiedyś robić coś “od teraz”? Nie od jutra, nie od nowego tygodnia, nie od nowego roku. Od teraz. Kto zaczął coś robić w swoim życiu od razu kiedy o tym pomyślał? I co było bardziej skuteczne – odłożenie działania do nowego roku czy odłożenie zwłoki? Coś mi mówi, że wszyscy, którzy zebrali się w sobie, żeby zacząć coś od już zapewne robią to wciąż – bez patrzenia na kalendarz. Prawda?

Człowiek-masa. Tak nazywamy z kumplem jednego kolesia chodzącego na siłownię. Chłopak, na oko, osiemnastoletni – może nie tyle z nadwagą co cierpiący na ostry niedowzrost. No dobra – spasiony tak, że japońscy sumo zdyskwalifikowaliby go z zawodów za przekroczenie maksymalnych gabarytów. Choć już w międzynarodowych pewnie miałby wzięcie.

[dygresja]
Japończycy nie są szczególnie rosłymi ludźmi więc w japońskich zawodach nie mogą brać udziału obcokrajowcy bo ci zmiażdżyliby miejscowych – dosłownie. W sumie dość śmieszna sprawa w kontekście pewnej mojej znajomej, której ideałem faceta jest wysoki Japończyk – powodzenia w szukania. W zasadzie to chyba część szerszego zagadnienia absurdalnie wygórowanych wymagań kobiet wobec mężczyzn. Hm… napisał facet, który sam się ugania za niemal tylko za lekarkami, doktorantkami (byle pracowały gdzieś poza uczelnią też) i artystkami wszelkiego rodzaju – może poza tancerkami – z dwiema lewymi nogami ciężko o skuteczny podryw.
[/dygresja]

Dużego chłopaka widujemy już od ładnych kilku miesięcy praktycznie zawsze kiedy jesteśmy na siłowni – a po kilka dni tam przesiadujemy prawie tydzień w tydzień. Koleś chodzi wytrwale i się nie poddaje – i wiecie co – facet nie potrzebował do tego nowego roku. Szacunek dla niego.

Chcesz coś zrobić – zrób to teraz, nie później. A już w szczególności nie odkładaj sprawy do następnego roku – bo cię ktoś wyszydzi na blogu.

4 thoughts on “Postanowienia Noworoczne”

  1. Wierutne bzdury, brednie… PISowski jad i PeOwskie zakłamanie… ognie piekielne i z dupy dym czarny belzebuba… herezja heretycka, lewactwo, kołtuństwo, kopruchy i tatałajstwo…
    Pozdrowienia z oddziału dla nie*szczególnie uzdolnionych,
    Twoja lala z ajbijema.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *